107,6 FM

Życie to nie kawa na tarasie

Dzieci stały się sensem ich funkcjonowania. Wypełniają każdą chwilę i dosłownie każdy kąt ich domu. Wybrali tę drogę z czystej miłości, którą wlewają od lat w małe serca.

Moc z góry

– Ja robię to wszystko dla Boga, a mąż… mąż robi to dla mnie – żartuje pani Małgorzata. Oboje doświadczają na co dzień, że z Bożą pomocą można bardzo wiele uczynić. Wiara odgrywa w ich misji i pracy najważniejszą rolę. – Kiedy sobie nie radzę, to się szczerze modlę i widzę, jak Bóg nam błogosławi. Nie boję się uciekać do Niego, prosić Go. Stosuję w życiu prostą zasadę, którą pozostawił nam Jezus: „Weź swój krzyż i pójdź za mną”. Dwa lata temu oddałam siebie oraz rodzinę w opiekę Maryi i przyjęłam szkaplerz. To mi daje siłę. Mój kryzys jest niczym w porównaniu z tym, co przeżył Jezus – oświadcza M. Nowak. Wiarę wyniosła z domu rodzinnego, ale pogłębiała ją w życiu dorosłym. Tęskniła za Bogiem. Poszukiwała go na różnych drogach i w końcu znalazła. Poszła za Jezusem i przylgnęła do Niego. Codziennie się modli, czyta i poznaje Biblię, prowadzi życie sakramentalne – to pomaga jej i mężowi prowadzić dom i wszystko odpowiednio organizować. – Niedługo przyjdzie czas na emeryturę, wtedy skupię się bardziej na swoim wnętrzu i na Bogu – zapowiada Małgorzata. Państwo Nowakowie, którzy nie wyobrażają sobie swojego domu bez dzieci, nie owijają w bawełnę i stwierdzają wprost: tego zawodu nie można wykonywać bez wiary, bez Boga. Od Niego czerpie się niezbędne siły. Inaczej podchodzi się do problemów. – Bez wsparcia z góry szybko człowiek się wypali. Nie da rady – dodaje Ryszard.

Kochają jak swoje

Kiedy tak naprawdę odpoczywają bez dzieci? – Szczerze? Nigdy. Od 9 lat ani razu nie mieliśmy takiego momentu. Gdy wyjeżdżamy na wczasy, zabieramy wszystkie dzieci i jeszcze wnuczkę. Nie mamy takiego realnego urlopu. Choć możemy go zgłosić wcześniej i wówczas dzieci urzędowo powinny być zabezpieczone w innych rodzinach, ale… – opowiada Ryszard. – Ale czy rodzic pojechałby na wczasy bez swojego dziecka? – przerywa Małgorzata. – Nie zostawię dzieci u kogoś innego. Dziecko jest dzieckiem. U nas nie ma różnicy między tym biologicznym a przygarniętym. Kochamy je tak jak swoje i tak też je traktujemy. Jak wszędzie, także u Nowaków nie brakuje problemów, ale wiele zależy od podejścia i organizacji. – Ludzie siedzą przed telewizorem czy komputerem, plotkują z koleżankami czy kolegami, a ja tego nie robię. Dzwonię do sklepu i mówię, że potrzebuję dywaników, ale nie mam czasu ich szukać i wybierać, więc zdaję się na obsługę – podaje przykład Małgorzata. Doba w Zwanowicach także liczy przecież 24 godziny. Trzeba ogarnąć dzieci, posprzątać, wypełnić formalności – wnioski, opinie, sprawozdania – to wszystko zabiera cenne godziny.

– Wstajemy ok. 6.00 rano, kładziemy się o godzinie 24. Mimo to codziennie modlę się późnym wieczorem. Czasem do 2.00 w nocy – przyznaje M. Nowak. Małgorzata i Ryszard stali się motywacją dla swoich dzieci biologicznych, które także doczekały się potomstwa. Jak można bowiem narzekać na trudy życia, kiedy twoi ponad 60-letni rodzice wychowują ósemkę dzieci? – Musimy pamiętać, że miłość, którą wlał w ten świat Pan Bóg, jest nam przekazywana przez innych ludzi. Ja kocham dzieci, bo taka była też moja mama. Natomiast często swoje pociechy porzucają te matki, które same przeszły przez dom dziecka. To przechodzi z pokolenia na pokolenie, dlatego nigdy nie osądzamy tych ludzi. Nie wiemy, czy i jakie narzędzia otrzymali, żeby kochać, żeby się wydobyć z trudnego środowiska, My robimy swoje. My kochamy – podsumowują państwo Nowakowie. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama