107,6 FM

„Powinniśmy powrócić do istoty chrześcijaństwa: do miłości Boga”

„Powinniśmy powrócić do istoty chrześcijaństwa: do miłości Boga” – powiedział Franciszek podczas spotkania modlitewnego w narodowym sanktuarium Matki Bożej Ta’ Pinu na maltańskiej wyspie Gozo. Papież przypłynął tam katamaranem ze stołecznej La Valetty.

Przed obrazem Matki Bożej Franciszek pozostawił Złotą Różę – najwyższe odznaczenie papieskie dla miejsc kultu maryjnego na świecie. Dar Ojca Świętego został wykonany ze złota próby 925 z gałązkami i herbem papieskim, pokrytymi 24-karatowym złotem. Podstawa wazonu, w którym umieszczono złoty kwiat, jest zrobiona z różowego marmuru. Sam wazon jest także pokryty częściowo złotem, a wychodzi z niego gałązka z kilkoma odnóżkami ozdobionymi listkami i kwiatami róży – wszystkie te elementy są ze złota. Całość ma 84 cm wysokości i waży 1,2 kg.

Papież modlił się przed wizerunkiem Matki Bożej, znajdującym się w bazylice. Następnie, błogosławiąc po drodze chorych na wózkach inwalidzkich, wyszedł na niewielki plac przez świątynią, gdzie zgromadziło się kilka tysięcy wiernych.

Biskup diecezji Gozo – Antonio Teuma powitał Franciszka na „małej wyspie, ale o wielkim sercu”. Zapewnił Ojca Świętego, że wokół niego zgromadzili się w ten wieczór przedstawiciele miejscowego Kościoła „mocno zakorzenionego w historii”. Są tu dzieci małe i starsze, młodzież, rodziny, także te zaangażowane w duszpasterstwo oraz członkowie grup i stowarzyszeń kościelnych, są też przedstawiciele władz państwowych, liczni księża, osoby zakonne, pełniący posługę zarówno tutaj, jak i na całym świecie.

Wyrażając radość z tego spotkania u stóp Maryi z Ta’ Pinu, biskup poprosił papieża, aby pomógł miejscowym wiernym modlić się w różnych intencjach. „Abyśmy jak Maryja stawali się dziś coraz bardziej prawdziwymi uczniami Jezusa, abyśmy mieli coraz więcej odwagi w przyjmowaniu tych, którzy uciekają przed wojnami i głodem, szukając schronienia na naszej ziemi, abyśmy nigdy nie traktowali ani nie uważali tych naszych braci za obcych” – mówił bp Teuma.

Prosił też o pomoc w modlitwie „o większą odpowiedzialność za dar stworzenia i cudownej przyrody na tej przyrody, która stopniowo znika na naszych oczach, a my często przyglądamy się temu bezwiednie”, aby „przyjmować dobrobyt materialny jako dar Boży, którym należy dzielić się z innymi a nie jako okazję do luksusu, dyskryminacji, sporów i podziałów” oraz aby „w naszych rodzinach spokój, zrozumienie i radość dzielenia się były uważane za ważniejsze od zysku”.

Poprosił także o pomoc w modlitwie, „aby nasza wiara nie była samą tylko tradycją lub nie była przeżywana w kategoriach społeczno-kulturowych, lecz – szczególnie teraz, po pandemii – była świadomością opartą na słuchaniu Słowa Bożego, na radosnym sprawowaniu Eucharystii i świadectwie braterskiej miłości”. Poprosił Franciszka również o modlitewne towarzyszenia kapłanom i osobom konsekrowanym, aby nie ulegali doczesnej logice władzy, pieniądza czy przyjemności, ale aby przeżywali swe powołanie w duchu synodalnym, w bliskości z Bogiem, ze swymi współbraćmi i powierzonym im ludem.

Swoje świadectwa przedstawiły mu cztery osoby z tych ziem. Było to małżeństwo z prawie 30-letnim stażem oraz dwoje młodych ludzi.

Jako pierwsi zabrali głos Sandi i Domenico Apapowie. Oboje pobrali się przed 29 laty, rok później urodziła im się córka Nicole, która „kilka tygodni temu wraz ze swym mężem Christianem obdarzyła nas małą Theą” – przedstawiła swą rodzinę Sandi. Wyznała następnie, że gdy miała 23 lata, zaledwie cztery lata po ślubie, stwierdzono u niej stwardnienie rozsiane, co zapoczątkowało zmiany w ich życiu. W ostatnich miesiącach sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej z powodu jej unieruchomienia, co pociągnęło za sobą dalsze problemy, łącznie z dodatnim testem na COVID-19.

„Trudno było zaakceptować tę chorobę i często zadawałam sobie pytanie, dlaczego Pan przyzwolił na to wszystko i nie ukrywam, że nieraz pytałam: «Panie, gdzie jesteś?». A jednak nie wiem co, ale coś zawsze powstrzymywało mnie od rozpaczy i mówiłam: «Panie, znasz moją historię, pozostawiam wszystko w Twoich rękach». Obecnie czuję, że największym sygnałem Jego miłości i bliskości do mnie są mój mąż i moja córka, którzy zawsze byli przy mnie i są wielkim wsparciem w najtrudniejszych chwilach mego życia” – zakończyła swe świadectwo Sandi.

Jej małżonek dodał do tego, że jeśli on i ich córka są darem dla niej, to „także ona stała się największym darem Boga dla nas”. Przeżywane wspólnie doświadczenie cierpienia „nie tylko nas nie zniszczyło ani nie oddaliło od siebie, ale coraz bardziej nas jednoczyło, umacniając naszą wzajemną miłość jako rodziny”. Domenico również pytał Boga, dlaczego właśnie ich to spotkało, przyznając, że nie dawsze znajdował na to odpowiedź. „Stopniowo jednak Pan dał mi łaskę zrozumienia, że jest to moja misja: być blisko mojej żony i razem z nią nieść krzyż. Nauczyłem się, że gdy cierpienie przeżywa się z miłością, przestaje nim być, ale staje się radością, a na tej drodze bardzo pomogło nam Słowo Boże, które oboje stale rozważamy w czasie Lectio Divina” – zaznaczył mężczyzna.

„Dlatego spoglądamy naprzód z wielką ufnością w Bogu, gotowi do radosnego przyjęcia wszystkiego z Jego rąk, polegając nie na własnych siłach, lecz na Jego łasce” – dodał Domenico na zakończenie, Sandi zaś poprosiła papieża o modlitwę i błogosławieństwo.

Kolejne świadectwo złożyła Jennifer Cauchi, która przyznała, że ich małą wyspę można przemierzyć w krótkim czasie, dodając jednak, że ma ona „wspaniałe miejsca, gdzie można nie tylko wypocząć, ale też odnowić się w trudnych chwilach życia”. Dziewczyna podzieliła się wspomnieniem sprzed kilku lat, gdy w pewne niedzielne popołudnie jeździła bez celu po mieście i w pewnej chwili coś ją popchnęło do wejścia do sanktuarium Ta’ Pinu: był to głos Matki Bożej, który wezwał ją tak, jak 140 lat temu Kramni Grimę. „Od tamtego czasu miejsce to jest dla mnie głównym celem” – wyznała Jennifer.

Należy przychodzić do Maryi, gdyż to u Niej można znaleźć upragniony pokój „a w Jej ramionach skarb, który napełnia radością: Jezusa” – powiedziała. Podkreśliła, że „ze swego słodkiego mieszkania Maryja nadal wzywa nas i daje nadzieję odwiedzającym Ją pielgrzymom: młodym, starym, rodzinom, osobom konsekrowanym”. Każdy czuje się tu przyjętym i wszyscy mogą złożyć u stóp Matki swe cierpienia i radości”. Jest to dom, w którym szuka się ciszy, z dala od hałasów i rozgardiaszu, nawet w nocy można tu spotkać osoby, wśród nich wielu młodych, stojących na dziedzińcu i rozmawiających z Matką – przekonywała młoda kobieta.

Jest więc zrozumiałe, że „w Twej podróży po naszych wyspach, która napełnia nas radością, nie mogliśmy Cię przyjąć w żadnym innym miejscu na Gozo, jak tylko w tym sanktuarium tak nam bliskim. Chcemy, aby również Ciebie wizyta ta napełniła odnową i pokojem” – życzyła Jennifer. Zapewniła papieża o nieustannej modlitwie za niego, „aby Pani z Ta’ Pinu nadal mu towarzyszyła i strzegła go w jego misji”.

Jako ostatni przemówił Francesco Pio Attard. Powiedział, że pobyt Franciszka na Gozo, nazywanej czule „wyspą trzech wzgórz”, u stóp tego sanktuarium „odbywa się w chwili prawdziwie opatrznościowej”. Podkreślił, że papież, mający jak ojciec dzieci w swym sercu, przybył tu, aby „umacniać nas w wierze, tej, który przyniósł nam Paweł Apostoł, gdy statek, którym płynął, rozbił sie u naszych brzegów”.

„I przez wieki wiara ta, przekazywana nam przez rodziców, katechetów i świadectwo licznych misjonarzy, pozostawała zapalona niczym lampa przez naszych rodziców. Ale jest to także wiara wystawiona na ciężką próbę wyzwań i burz, które nie tylko uderzają o nasze wybrzeża, ale też są wyzwaniem dla tej kultury, w którą jesteśmy zanurzeni” – mówił dalej Attard. Zwrócił uwagę, że w narodzie katolickim, którego tkanka społeczna składa się z wielu różnych rzeczywistości, wiara doświadcza dezorientacji między odziedziczonymi tradycjami religijnymi a prawdziwością ucznia chrześcijańskiego.

Dawniej Kościół nasz był nazywany proroczym, proponował alternatywę dla obojętności, towarzyszył zranionym sercom, odpowiadał na pytania życia i śmierci oraz był wodą, która gasiła pragnienie wyschniętych serc. A dziś wielu pyta, jak o tym skarbie, powierzonym nam w naczyniach glinianych, możemy świadczyć przed światem w całym jego pięknie – zastanawiał się Francesco. Zauważył, że „nieraz czujemy się nieufni z powodu obojętności, letargu, małych podziałów między nami i innych problemów, które utrudniają działanie Ducha Świętego”. A zarazem ten sam Duch nadal wzbudza nowe inicjatywy na rzecz formacji, braterstwa, miłości, oparte na Słowie i wokół Eucharystii, które są prawdziwym bodźcem do przeżywania „radości Ewangelii” – dodał. Na zakończenie zapewnił Ojca Świętego o modlitwach, aby „jego misja nadal przewodziła wędrówce świętego ludu Bożego”.

W swoim przemówieniu papież nawiązał do odczytanego wcześniej fragmentu Ewangelii (J 19, 25-27), przedstawiającego powierzenie przez Jezusa pod krzyżem swej Matki Janowi. Zauważył, że z godziny śmierci bierze swój początek inna godzina – czas rodzącego się Kościoła. Wskazał, iż jesteśmy wezwani do powrotu do tamtego początku, do rodzącego się Kościoła, który widzimy pod krzyżem w Maryi i Janie. Dodał, że chodzi przede wszystkim o ponowne odkrycie podstaw wiary – relacji z Jezusem i głoszenia Jego Ewangelii całemu światu.

„Życie Kościoła – pamiętajmy o tym zawsze – nie jest nigdy tylko «przeszłą historią do wspominania», lecz «wielką przyszłością, którą należy budować» z uległością planom Bożym. Nie wystarczy wiara, na którą składają się przekazywane zwyczaje, uroczyste celebracje, piękne okazje ludowe, silne i emocjonujące przeżycia. Potrzebujemy wiary, która opiera się i odnawia w osobistym spotkaniu z Chrystusem, w codziennym słuchaniu Jego Słowa, w aktywnym uczestnictwie w życiu Kościoła, w duchu pobożności ludowej” – powiedział Franciszek.

Ojciec Święty przestrzegł przed pewnym samozadowoleniem i trwaniem jedynie w formach zewnętrznych religijności. „Trzeba czuwać, aby praktyki religijne nie sprowadzały się do powtarzania repertuaru z przeszłości, ale wyrażały żywą wiarę, otwartą, głoszącą radość Ewangelii” – podkreślił, dodając, że ewangelizacja jest radością Kościoła. „Nie bójcie się wchodzić, jak to już czynicie, na nowe, może nawet ryzykowne drogi ewangelizacji i głoszenia, które dotykają życia” – zachęcił papież.

Franciszek zaznaczył, że powrót do początku oznacza także rozwijanie sztuki przyjmowania. „Jakże ważna jest w Kościele miłość między braćmi i przyjęcie bliźniego! … Jest to przede wszystkim wyzwanie dla naszych relacji eklezjalnych, ponieważ nasza misja przynosi owoce, jeśli pracujemy w przyjaźni i braterskiej komunii” – wskazał Ojciec Święty.

Papież podkreślił, że przyjmowanie jest także papierkiem lakmusowym, aby sprawdzić w jakim stopniu Kościół jest rzeczywiście przeniknięty duchem Ewangelii. „Jesteście skarbem w Kościele i dla Kościoła. Aby go strzec, powinniśmy powrócić do istoty chrześcijaństwa: do miłości Boga, która jest siłą napędową naszej radości i która każe nam wyjść i przemierzać drogi świata; i do przyjmowania bliźniego, co jest naszym najprostszym i najpiękniejszym świadectwem w świecie” – powiedział Franciszek.

W wizycie na Gozo towarzyszył mu m.in. kard. Mario Grech, sekretarz generalny Synodu Biskupów, który był biskupem tamtejszej diecezji w latach 2005-2019.

Z sanktuarium papież Franciszek odjechał do portu w Mggar, skąd odpłynie na Maltę. Po przybyciu do portu w Cirkewwie, uda się na nocleg do nuncjatury apostolskiej w Tal-Virtù.

Co roku do Ta’ Pinu przybywają liczne pielgrzymki. W miejscu, w którym znajduje się obecne sanktuarium, zbudowane przed stu laty w stylu neoromańskim z około 60-metrowej wysokości dzwonnicą, już w XVI wieku funkcjonowała kaplica. Tradycja mówi, że w 1883 roku w tym miejscu, kobiecie z miejscowości Gharb, Karmni Grima, ukazała się Matka Boża. A konkretnie 22 czerwca 1883 roku 45-letnia Karmni Grima, jak co dzień, poszła rano do pobliskiej kaplicy na Mszę, a następnie do pracy w polu. Przechodząc przed południem obok kapliczki, usłyszała głos: „Wejdź, bo przez rok nie będziesz w stanie tu wrócić”. Kobieta mocno się wystraszyła, ale zgodnie z instrukcją weszła do kaplicy. Tam, ze strony obrazu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi, padły słowa wezwania do odmówienia trzech „Zdrowaś, Maryjo”. Przerażona Karmni Grima odmówiła modlitwę i poszła do domu. Okazało się, że tego samego dnia mocno się rozchorowała. Przez rok rzeczywiście nie wychodziła z domu, a do kaplicy, zgodnie z zapowiedzią płynącą z obrazu Matki Bożej, mogła pójść dopiero po 12 miesiącach. Pewnego dnia Grima zwierzyła się zaprzyjaźnionemu sąsiadowi, Francesco Portelliemu, który ją odwiedzał podczas choroby. Okazało się, że Portelli również słyszał głos Maryi. Co więcej, niedługo później dzięki wstawiennictwu Matki Bożej jego matka została cudownie uzdrowiona. Również epidemia cholery, która rozpętała się kilka lat później, ominęła Gozo.

W 1920 roku zaczęto budować świątynię, którą znamy dzisiaj jako bazylikę Najświętszej Maryi Panny Ta’ Pinu. Z tej okazji miano zburzyć starą kaplicę. Przekaz mówi, że jeden z robotników pracujących przy jej niszczeniu na rozkaz rzymskiego inkwizytora Pietro Dusiny, złamał rękę. Miało to być „znakiem”, że kaplica powinna pozostać. Została ona wkomponowana w nową budowlę.

Obecnie jest to najważniejsze sanktuarium maryjne na Malcie. W 2016 roku przybyło do bazyliki Ta’ Pinu ok. 400 tysięcy pielgrzymów.

W maju 1990 roku, podczas wizyty na Malcie, sanktuarium odwiedził papież Jan Paweł II. Natomiast Benedykt XVI ofiarował Matce Bożej z Ta” Pinu Złotą Różę na znak „synowskiej miłości do Matki Bożej”.

« 1 »

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama