107,6 FM

Dobro wraca!

To, co robimy, daje nam radość i poczucie wolności - mówią wychowankowie raciborskiego poprawczaka.

Sympatyczne chłopaki wypakowują właśnie kilkanaście rowerów, a koło nich kręcą się szczęśliwe dzieci, które otrzymały swoje dwa kółka. Obok jeden z nich formuje właśnie modną fryzurę na głowie kolegi. Dalej skupiona grupa mocuje jakąś tablicę przy dróżce, to znowu wnosi prezent – całą paletę młodych roślinek. Ale choć każdy z nich miał jakiś mroczny czas w swojej historii, emanują dobrem i pozytywną energią. Działają nie od dziś. Od 10 lat wyjeżdżają w Bieszczady, by w ramach wolontariatu wykonywać prace na rzecz poprawy bezpieczeństwa turystów odwiedzających ten zakątek.

Niewiele krócej trwa akcja Rower to Power, w ramach której naprawiają oddane im przez ludzi jednoślady i przekazują je potrzebującym – ostatnio m.in. uchodźcom z Ukrainy. Wiosną co roku dzielą się samodzielnie wyhodowanymi sadzonkami pomidorów. Ze stowarzyszeniem Piękne Anioły wykonywali prace remontowe, brukarskie, różne stolarskie dzieła: skrzynie, schody, meble, tablice informacyjne, budki dla ptaków, owadów czy schroniskowych kotów. Im zaś daje to wiele satysfakcji i umiejętności, którymi może się pochwalić mało który rówieśnik.

#Niepoprawnie- -Pracowici

Tak opiekunowie zaznaczają na profilach społecznościowych Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Raciborzu aktywności swoich wychowanków. A jest tego sporo: rowery, pomidory, budki, remonty to tylko niektóre z nich. Ostatnio z barberami zorganizowali kurs i teraz przeszkoleni chłopcy strzygą np. podopiecznych Domu Spokojnej Starości i raciborskiej Annuntiaty czy gości z Ukrainy, nawet tych kilkuletnich, co jest nie lada wyzwaniem. Podczas kursu kulinarnego wszyscy w ośrodku próbowali kuchni tajskiej, meksykańskiej czy włoskiej. A w czasie pandemii nauczyli się nawet szyć maseczki. – Współpracujemy z różnymi podmiotami, które działają non-profit, na rzecz dzieci, osób starszych, poszkodowanych. To szkoły, domy seniora, hospicja, placówki kultury, parki narodowe, stowarzyszenia – tłumaczy Grzegorz Bulenda, dyrektor ZPiSdN. – Wiele z nich zna nas i zgłasza się po pomoc, proponuje współpracę, jak np. urząd miasta, a do części my występujemy z propozycją – tak było w przypadku naprawy szlaków, prac przy ruinach zamku w Sławikowie, rewitalizacji zagajnika w Modzurowie (zamontowanie tam tablic z sentencjami, które można czytać podczas spaceru) czy wsparcia uchodźców z Ukrainy. I tak „poprawiamy świat” małymi krokami, a przez to także naszych wychowanków – czują się potrzebni, widzą, że coś potrafią dobrze zrobić i ktoś to docenia. Na ile wpłynie to na ich dalsze życie – zobaczymy, ale wiemy, że duża część naszych byłych podopiecznych, którzy brali udział w takich projektach, korzystali z kursów, odnalazła się później na rynku pracy, bo nawyk aktywności, uczenia się nowych rzeczy, wytrwałości i odpowiedzialności zostaje. A satysfakcja z pracy pozwala im łatwiej dać odpór propozycjom „łatwiejszego” zdobycia pieniędzy, nie wracać do dawnego środowiska, ułożyć sobie życie. Część wychowanków podejmuje pracę zarobkową poza ośrodkiem, co pozwala im odłożyć jakieś pieniądze na start, uregulować dawne zobowiązania, a także pokazać się szefowi z dobrej strony i utrzymać pracę. Stała współpraca buduje dobrą renomę ośrodka i odczarowuje opinię o wychowankach poprawczaka, tworzy dobrą atmosferę. Dyrekcji i wychowawcom daje satysfakcję, gdy kolejni młodzi ludzie wychodzą na prostą. – Pamiętam 1998 r., drugi rok mojej pracy, wypuszczałem na zwolnienie warunkowe wychowanka, który dziś jest przedsiębiorcą, zatrudnia ludzi, buduje drugi dom, spędza czas tak, jak chce, jego dzieci chodzą do szkół. Nadal mamy kontakt, ale nigdy nie przekroczył progu zakładu. Każdy z nas ma takich wychowanków. I to jest dobre, pokazuje nam, że to ma sens – dopowiada dyrektor.

Szkoła życia

Celem opiekunów jest uczyć tego, co będzie chłopcom potrzebne w życiu na wolności – umiejętności zawodowych, interpersonalnych, funkcjonowania w społeczeństwie, samodzielności. – Warsztaty i wolontariat pokazują, że są to chłopcy z potencjałem, energią, zdolnościami. Dla nich jest to pewną odskocznią od codziennej rutyny. Udział jest dobrowolny, to im pozwala na rehabilitację, wyjście poza placówkę, zrobienie czegoś pozytywnego. Wielu po kilku latach od opuszczenia ośrodka dopytuje przy okazji naszego kolejnego wyjazdu w góry, czy ta tablica, czy mostek, które kiedyś robili, jeszcze stoją; obserwują nasz profil facebookowy, piszą listy, przyjeżdżają z rodzinami... Zauważają, że to nie był zmarnowany czas, choć byli zbuntowani i jedyne, czego chcieli, to wyjść – opowiada dyrektor szkół w ZPiSdN Andrzej Tomczyk. – Zapisałem się, by jakoś zająć czas, ale mi się spodobało. Najbardziej fascynuje mnie wszystko związane z budową i wykończeniem wnętrz. Jest własna satysfakcja z efektu, ale też czyjaś radość, np. gdy zrobiliśmy łóżeczko dla dziecka. Tu otworzyłem oczy na życie, bardzo zmądrzałem. I wiem, że wiele osób widzi we mnie zmianę – mówi Łukasz. O tym, dlaczego trafili do tej placówki, chłopcy nie chcą wspominać, podsumowując to jako „błędy młodości” czy głupi wybryk, gdy emocje wzięły górę. Stwierdzają zgodnie, że pobyt w placówce zmienił ich postrzeganie tego, bardziej dojrzale patrzą na życie, starają się wykorzystać ten czas jak najlepiej. Widzą różnice w porównaniu z rówieśnikami, którzy nie mając takich trudnych doświadczeń, żyją beztrosko, na koszt rodziców, nie myślą zbytnio o przyszłości. Wychodzą jako dorośli ludzie, przygotowani do życia, z zawodem, samodzielni. Łatwiej o taką zmianę, gdy do placówki ktoś trafia na nieco dłużej, a nie w wieku np. 18 lat, na parę miesięcy.

Fach w ręku

Jeden albo kilka – wachlarz umiejętności daje sporą szansę na pracę po opuszczeniu ośrodka. – Jestem chętny na wszelkie kursy, bo nie lubię się nudzić. Pierwsze było strzyżenie, potem warsztaty kulinarne, zajęcia na stolarni, a niedawno byliśmy w Bieszczadach, gdzie oznaczaliśmy szlaki, montowaliśmy solidnie słupy itd. Jest frajda z tego, co się zrobiło, z samego wyjścia w góry, bo nigdy nie byłem, i z wieczorów z gitarą. Chciałbym tam wrócić z rodziną – wymienia Kevin. – Towarzyszyły nam dwie niepełnosprawne dziewczyny, na wózku, którym pomagaliśmy. I to też było super, zwłaszcza widzieć ich radość, jak je wciągnęliśmy na szczyt. One nas traktowały jak rodzeństwo czy kumpli, spędzaliśmy sporo czasu razem i bardzo się zżyliśmy. Tak samo świetne było, jak któreś z ukraińskich dzieci przychodziło po rower i mówiło zdziwione: „Ty jesteś ten mistrzu od obcinania włosów!”. To daje motywację, ta pozytywna rozpoznawalność i dawanie radości. Mam teraz 17 lat i choć nie chciałbym wracać do tego, przez co trafiłem tutaj, nie żałuję ani jednego dnia tu spędzonego, a jestem tu od 13 miesięcy. Dużym wsparciem podczas pobytu tutaj jest moja rodzina. Skończyłem szkołę, myślę o przyszłości, dalszej nauce, chciałbym wyjechać za granicę na jakiś czas – dodaje. – A ja przez pół roku dużo się nauczyłem, zwłaszcza prac stolarskich. Cenię tutejszych pracowników, są bardzo w porządku, także jako ludzie. Trafiając tu, mając obowiązki, nabywając różne umiejętności, zacząłem dorośleć, staję się odpowiedzialny, przewidywalny, rozsądniejszy, lepiej panuję nad sobą. Nie planuję zbyt daleko, ale myślę poważniej o przyszłości, bardziej słucham dorosłych – przyznaje osiemnastoletni Bartek, miłośnik rowerów. – Tu uczymy się szacunku do pracy, innych osób, zauważam też, jak ułatwia życie kultura. Staram się brać udział we wszelkich kursach, bo można pozbierać umiejętności, zobaczyć, co nam pasuje. Pobyt tu to etap przejściowy, ale to, co będziemy umieli, przyda się i w domu, i przy szukaniu pracy. A takie pomaganie zmienia pozytywnie nas, ale też to, jak oceniają nas inni. Wierzę, że dobro rodzi dobro. I wraca do nas, choć często w innej postaci. Warto pomagać – podsumowuje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama