107,6 FM

Cykor przeciw strachowi

To symboliczne, że naród akceptujący samobójstwa, jest zabijany przez samobójców.

Gdy w Brukseli zaczęły wybuchać bomby, ludzie poczuli się bezradni. Widać było kompletne zagubienie tych na co dzień zadowolonych i pewnych siebie Europejczyków. Co z sobą zrobić, gdzie pójść, skoro właśnie tam, gdzie się znajdą, może coś wybuchnąć? A przecież mogli pójść do kościoła – było pewne, że tam nikt bomby nie podłożył, bo zamachowcy wybierają duże skupiska ludzi. Pod tym względem brukselskie kościoły są najbezpieczniejsze. Zdetonować bombę w tamtejszym kościele to byłoby coś tak sensownego, jak nocną porą zrobić zamach na cmentarzu.

Żeby uciekać w strefę sacrum, to im jednak, zdaje się, do głowy nie przyszło. Trudno się dziwić – ta rzeczywistość dla nich prawie nie istnieje ani w wymiarze duchowym, ani materialnym. Są więc zdani na siebie. No i zmierzyli się z problemem. Odpowiedzieli na terror islamistów starym, wypróbowanym w takich razach sposobem. Jeszcze wieczorem w dniu zamachów ogłosili, że przez Brukselę przejdzie pokojowy marsz pod hasłem „Nie – dla strachu”.

No to terrorystom w pięty poszło. Pewnie na samą tę wieść wielu z nich z przerażenia postanowiło popełnić samobójstwo.

„Ważne jest pokazanie, że Belgia odmawia poddania się terroryzmowi. To zgromadzenie będzie symbolem życia razem i solidarności koniecznej w tych trudnych dla każdego z nas chwilach” – powiedział jeden z rzeczników Parlamentu Europejskiego.

Ple, ple, ple. Po zamachach w Paryżu też był marsz i też podobnie gadali. Owszem, moralne wzmożenie i grupowe wykrzykiwanie „nie boję się” może krzyczących przez chwilę przekonać, że są mężni, silni, zwarci i gotowi, ale terrorystów tym raczej nie przekonają. No bo niby czemu miałyby przekonywać słowa, gdy czyny mówią zupełnie co innego? A co to, islamiści są ślepi? Widzą przecież, jak społeczeństwa Zachodu (a Belgowie są wzorcowym ich przykładem), po odcięciu się od źródła życia, coraz usilniej pchają się w objęcia śmierci. I to śmierci, w której nie ma nadziei, bo rozumianej jako koniec epizodu zwanego życiem.

Belgowie stali się wręcz ekspertami od śmierci. Codziennie organizują ją przecież wielu dzieciom, bo są nie w porę, i wielu starszym, bo ich pora minęła. Wydaje im się, naiwnym, że w ten sposób zapanowali nad cierpieniem.

To musiało się zemścić. Narody, które więcej potrzebują trumien niż dziecięcych wózków, muszą przegrać z ludami, które mają mocną motywację i wolę życia. I nie zatrzymają tego procesu żadne żałosne marsze pod pustymi hasłami. To pochody egoistów, idących po trupach maleńkich dzieci i starców, ludzi zapatrzonych we wciąż poszerzaną listę „praw człowieka”, które i z prawem, i z człowieczeństwem mają coraz mniej wspólnego.

„Nie – dla strachu” trąbią teraz. Dobre sobie. Nic to nie da, tak jak nic nie daje zakrzykiwanie nadchodzącej burzy. Ta burza niechybnie się rozpęta, a uspokoić ją może tylko Ten, którego Europa zdradziła. Ale On jeszcze czeka. I jeszcze jest czas na otrzeźwienie. Mamy Jego obietnicę: „Nie zazna ludzkość spokoju, dopóki nie zwróci się do Źródła Miłosierdzia Mojego”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama