107,6 FM

Karnawał i ciąg dalszy

Pierwsza, powstała niemal na gorąco, książkowa relacja poświęcona wydarzeniom lata roku 80-tego, autorstwa Neala Aschersona, nosiła tytuł „Polski sierpień”.

„Polska rewolucja”  tak  zatytułował swoją pisaną także niemal na gorąco (data pierwszego angielskiego wydania 1983) książkę o „pierwszej Solidarności” Timothy Garton Ash. Ale już autor tomu „Rewolucje  europejskie 1492-1992” Charles Tilly, kiedy pisze o Polsce skupia się na roku 1989, w tym ujęciu okres pomiędzy sierpniem 1980 a grudniem 1981 miałby co najwyżej rangę przed-rewolucji, coś jak rewolucja 1905 roku w Rosji. Stanowisko to nie jest bynajmniej odosobnione, ale jeśli tak, jeśli prawdziwa polska rewolucja datuje się na rok 1989, to nigdy nie dosyć z nadwiślanskiej perspektywy podkreślać, że czegoś w Polsce roku 1989, przynajmniej w porównaniu z heroicznym okresem pierwszej ‘Solidarności’”, wyraźnie brakowało. Tak, „wiosna obywateli” w Polsce była w roku 1989 znacznie  zimniejsza niż można byłoby oczekiwać. Na pewno bardziej chłodna niż  w innych wyzwolonych z komunizmu krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Może dlatego w ponad dekadę później miesięcznik „Znak” tematem wiodącym numeru 11/2001 uczynił pytanie – „1989–niedokończona rewolucja?”. A może dlatego, że rok 1989 nie stał się przede wszystkim wiosną obywateli – już raczej handlarzy – kupców i sprzedawców. Rewolucja to wielkie słowo. Pisała Hannah Arendt: „Nie wątpię, że Rewolucja stanowiła ukryty leitmotiv minionego stulecia (…) żaden historyk nie zdoła nigdy spisać opowieści o naszym własnym stuleciu bez osnucia jej >>na wątku Rewolucji<<, lecz opowieść, ponieważ jej finał kryje się w mrokach, nie nadaje się jeszcze do opowiedzenia”. Arendt pisała oczywiście o XX stuleciu, lecz przecież historia tego specyficznie zachodniego fenomenu, jakim jest Rewolucja ma znacznie dłuższą historię. I to właśnie w latach 80-tych „Solidarność” była jej finałem. Finałem zaskakującym i paradoksalnym, to prawda. „Solidarność” była wszak Rewolucją, która w 1989 roku zakończyła rządy komunistyczne w których władzę legitymizowało nic innego jak tylko Rewolucja. Była więc „Solidarność” w jakimś sensie i rewolucją, i kontrrewolucją zarazem. Może więc rację ma francuski historyk Francois Furet – mnożąc paradoksy związane z określeniem tego czym „Solidarność” była, do czego doprowadziła - przekonując, że „Nic /…/ nie wydaje się bardziej niewłaściwe, niż ochrzcić mianem >>rewolucji<< serię wydarzeń, które doprowadziły w ZSRR i w całym Sowieckim Imperium do końca komunizmu. Jeśli świat trzyma się tego słowa, to tylko dlatego, że żadne inne pojęcie słownika politycznego nie opisuje równie trafnie załamania się systemu społecznego: tylko ono w tradycji polityki zachodniej oddaje totalne zerwanie z minionym reżimem. A jednak ten nowy ancien regime sam zrodził się z rewolucji 1917 roku i tak dalece się do niej odwoływał , że jego upadek śmiało wydawać mógł się ‘kontrrewolucją’”. Jak widać była „Solidarność” przede wszystkim zjawiskiem pełnym paradoksów. Łatwo je dostrzec także wtedy, gdy zastanowić się chwilę nad tym, czym „Solidarność” nie była. Powiedzieć bowiem można nieco przekornie, że nie była z pewnością „Solidarność” rewolucją proletariacką, choć jej motorem napędowym byli właśnie robotnicy, robotnicy 80’. Nie była także „Solidarność” kontrrewolucją w sensie, jaki chciał nadać temu pojęciu Joseph de Maistre, to znaczy nie była po prostu także rewolucją - tyle, że przeciwnie niż komunistyczna skierowaną. Czym zatem była tzw. pierwsza „Solidarność”? Była słodko-gorzkim karnawałem zwiastującym ostateczny koniec epoki Rewolucji. Karnawał ów był zresztą podzielony na dwie odrębne, przedzielone czasem postu - części. Pierwsza część solidarnościowego karnawału odbywała się w cieniu skazującego wyroku, wyroku, którego ostateczne wykonanie przyniosła - jak to nieco chyba zbyt poetycko zapisał francuski dziennikarz - „noc generała”, potem przyszedł  czas postu, czas stanu wojennego i „Solidarności” w podziemiu, by wreszcie po latach to „Solidarność” - przynajmniej w warstwie symbolicznej - mogła zapoczątkować wielki refolucyjny (termin Timothy Gartona Ash’a łączący w sobie rewolucję i reformę)  karnawał w całej Europie Środkowej.  Zapoczątkowała zatem „Solidarność” antykomunistyczne rewolucje w całej Europie Wschodniej i, prawie–że niezauważalnie, roztopiła się w „jesieni ludów”. Można, nawiasem mówiąc, zadumać się nad funkcją symboliki pór roku w polsko-polskich sporach. Wreszcie młodzi polscy lewacy, którzy rozpoczęli swoją wydawniczą działalność od na nowo odczytanego Lenina -  pod koniec pierwszej dekady XXI wieku zatytułowali wybór pism kronikarza i historyka „Solidarności” Timothy Gartona Ash’a - „Jesień wasza, wiosna nasza”. Lewacka wiosna. No cóż, kiedy wczytać się w lewackie marzenia  rewolucji obyczajowej, to przychodzi na myśl, że  może jednak słusznie przekonywał - ciągle na nowo przez lewicę odkrywany - klasyk z Trewiru, tak, tak, kiedy historia się powtarza, to już tylko jako farsa.

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama