107,6 FM

Był 17 września... Poznaj historię pani Katarzyny

Ulice pełne ludzi, gwar, śmiech. I nagle taki dziwny warkot się zbliża. Zdziwieni zadzieramy do góry głowy i widzimy małe samoloty z czerwonymi gwiazdami. Kukuruźniki. A one bez ostrzeżenia zaczynają strzelać z karabinów do nas.

Jak szkielety

Po pół roku śledztwa została wywieziona do kobiecego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. - Na dworcu stały SS-Aufseherin [nadzorczynie – przyp. aut.] w czarnych pelerynach, wysokich wypucowanych butach, z rewolwerami za pasem i, oczywiście, z psami. I te psy... Wściekłe, ujadające. Taka nienawiść w ich oczach. Nigdy wcześniej tak się nie bałam. Hitlerowcy celowo tworzyli odpowiednią scenerię, żeby od początku złamać człowieka, sparaliżować go strachem. Brama do obozu była wąska. Nigdy nie zapomnę pierwszego widoku więźniarek w pasiakach. Jak jakieś szkielety snuły się po obozie. I do końca życia będę mieć przed oczami postać kobiety w umywalni. Przez moment myślałam, że ona ma na sobie jakiś fartuch. To było dziwne, bo wszystkie musiałyśmy być nagie. Ale przyglądam się i widzę... Mój Boże, ona przerzuca sobie przez ramię własne piersi! A skóra z brzucha wisi jej do kolan! Musiała być kiedyś bardzo tęga, mieć duży biust, a w obozie tak schudła, że tylko skóra została. Do dzisiaj muszę odganiać ten obraz sprzed oczu... Dostałyśmy cienkie pasiaki, drewniane trepy, kawałek mydła i metalową miskę. Zanim doszłam do baraku, miałam już zakrwawione stopy. Za chwilę skradziono mi mydło, potem nie miałam już miski. Bez niej nie dostałam jedzenia, bez mydła nie mogłam iść się umyć. Płakałam, dopóki łzy mi całkiem nie wyschły. Potem wiedziałam już, że trzeba stwardnieć.

Droga do nieba

Dostałam się do przykrawalni. To było dobre komando. Podlegało obozowym szwalniom, które szyły mundury dla żołnierzy. Tam miałam spokój, ciepło. Pilnował nas Niemiec, Schwab się nazywał. Był dobry, nigdy na nas nawet nie krzyknął. Proszę pani, jak ja się tam przy pracy mogłam modlić, ja się do nieba unosiłam, ziemi pod nogami nie czułam! Kiedyś ciężko zachorowałam. Zemdlałam przy krajalnicy. Z gorączki byłam tak nieprzytomna, że nie pamiętałam, kto mnie zaniósł do obozowego szpitala. Normalnie takich chorych Niemcy mordowali. Nie wiem, jak udało mi się przeżyć. Wszyscy byli przekonani, że umrę. Kiedyś ocknęłam się i zobaczyłam, jak moje przyjaciółki stoją pod oknem i strasznie płaczą. Zdziwiłam się, czemu tak rozpaczają, bo ja cieszyłam się, że odchodzę. Widziałam jasną drogę, a na końcu niej stała Matka Boża i wyciągała do mnie ręce. Przez chwilę byłam taka szczęśliwa i wolna...

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama