107,6 FM

Ufajnianie Boga

Ciało Pańskie jest dla przeżycia, a nie do użycia.

Gdy na rynku wydawniczym ukazała się popularna książka dla dzieci pt. „Mała Nina”, okazało się, że to „jajko niespodzianka”. Bohaterka wesoło przeżywa swoje dziewczyńskie przygody, aż tu nagle w jednym z rozdziałów profanuje Najświętszy Sakrament. Tak po prostu. Bo chce mieć z konsekrowanej Hostii zakładkę do książki albo „piękny talizman”. Koleżanka radzi jej, żeby po przyjęciu Komunii wypluła Hostię w złożone dłonie, a potem wsadziła do kieszeni – i do domu. Ale coś idzie nie tak i ostatecznie Ciało Chrystusa, rozdeptane i ubłocone, ląduje w przydrożnym koszu. I dalej jest fajnie.

Pozycja wywołała protesty, ale od razu objawili się też obrońcy książki, bo „to przecież literatura, a nie żaden instruktaż”.

Tymczasem w połowie kwietnia w Jaśle doszło do profanacji Najświętszego Sakramentu, dokonanej przez troje gimnazjalistów. Czytając o tym, miałem wrażenie, że małolaty zrobiły to według instrukcji z tamtej „literatury”. Oczywiście nie musiało tak być, bo do sprofanowania Komunii św. nie trzeba specjalnej inteligencji, wystarczy tylko odpowiednia doza złości albo głupoty. Ta głupota jednak nie bierze się z powietrza. Jest skutkiem lekkiego i bezmyślnego traktowania Eucharystii, a historyjka z małą Niną to modelowy przykład zachęcania do takiej postawy od najwcześniejszych lat.

Gdyby bohaterka książki była niewierząca, to pół biedy, ale ona tam robi za wierzącą. Modli się, używa określeń „Jezus”, „Ciało Chrystusa”, a to jest dla świadomości młodych czytelników dużo bardziej szkodliwe, niż gdyby była wojującą ateistką. Gdyby profanowała Eucharystię z nienawiści, to by znaczyło, że widzi w tym jakieś dobro, ale myli je ze złem. Jest wielu takich ludzi. Gniewają się na Boga, bo wzięli Go za diabła. Obciążają Stwórcę za skutki własnych lub cudzych grzechów. Ale to są ideowcy, którym niedaleko do nawrócenia.

Co innego ludzie, którzy mają to wszystko gdzieś. Oni nie mają problemu ani z Jezusem, ani z diabłem, oni mają problem tylko z brakiem „pięknego talizmanu” czy innego badziewia. Jezus jest fajny, więc się nada.

Śmiem twierdzić, że to najgroźniejsze z możliwych zafałszowań Najświętszego Sakramentu, bo z Boga, który kocha człowieka aż do krwi, próbuje zrobić breloczek. Z Tego, który ma być treścią życia, robi się użytkowego bożka, żeby ozdabiał prywatny ogródek, obok posążka Buddy.

Trudno się takim ludziom nawrócić. Ale ich Bóg też szuka. Wskazują na to niedawne cuda eucharystyczne. Krwawiące Hostie każą otrzeźwieć lekkoduchom, a w pozostałych odświeżają świadomość, że ten opłatek, który tak łatwo zniszczyć, jest realnym Ciałem Tego, który już raz pozwolił się zniszczyć za każdego z nas.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama