Była młoda, bogata, świetnie wykształcona i doskonale skoligacona. Gdyby tylko w wieku 18 lat nie spadła z konia, salony Polski i Europy stałyby przed nią otworem.
Niestety, na skutek tego upadku straciła wzrok – u progu życia weszła w głęboką ciemność. I mogłaby w niej pozostać, gdyby nie babka, która uformowała mocne fundamenty jej wiary i lekarz, dr. Bolesław Ryszard Gepner, który powiedział jej bez ogródek: "Niechaj pani nie pozwoli wozić się od jednej sławy zagranicznej do drugiej. Tu nie ma nic do zrobienia, stan wzroku jest beznadziejny. Niech pani zajmie się niewidomymi, którymi w Polsce nikt się nie zajmuje." I Róża Maria Czacka posłuchała tego człowieka. Najpierw przez 10 pierwszych lat nauczyła się samodzielnie egzystować ze swoją niepełnosprawnością, poznała osiągnięcia tyflologii, to jest raczkującej wtedy jeszcze nauki o niewidomych oraz opanowała alfabet Braille'a i jako pierwsza dostosowała go do języka polskiego. A potem całą swoją wiedzę przekuła z Bożą pomocą w dzieło, które dzisiaj znamy jako Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych w Laskach pod Warszawą. Z Bożą pomocą, bo Róża Maria Czacka wiedząc, że rodowy majątek to za mało, by zmieniać świat "ślepych dusz", sprawę niewidomych oddała Bogu, zakładając Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, którego była przełożoną aż do roku 1950. Zmarła w Laskach, w opinii świętości 15 maja 11 lat później.