107,6 FM

Świadectwo na czas pandemii

Pomimo rozprzestrzeniania się wirusa Ebola siostry nie przerwały pracy wśród chorych, za co zapłaciły życiem. Papież Franciszek otworzył właśnie drogę do beatyfikacji sześciu włoskich misjonarek.

W przedłużającym się czasie pandemii historię włoskich misjonarek czyta się zupełnie inaczej niż jeszcze rok temu, kiedy strach przed śmiertelnym wirusem znaliśmy głównie z mediów. Przepełnione szpitale, wyczerpani lekarze, rosnąca liczba ofiar i śmierć osób, które niosły im pomoc. To nasza sytuacja dziś. W 1995 roku w podobnym położeniu znalazły się włoskie misjonarki z Instytutu Sióstr Ubogich, które stawiały czoło wirusowi Ebola w małym miasteczku w Demokratycznej Republice Konga. W sercu afrykańskiej dżungli, dokąd prowadziła jedna trudno przejezdna droga, w 1952 roku założyły misję, przy której prowadziły szpital i ambulatorium. Siostry organizowały również mobilne kliniki. Tam, dokąd udało się dotrzeć, jeździły samochodem, do bardziej zagubionych wiosek chodziły pieszo, niosąc na plecach potrzebny sprzęt i leki, a nawet generatory prądu. Takie wyprawy trwały nieraz kilka dni.

Jesteśmy, by służyć

Pierwszym sygnałem, że dzieje się coś niedobrego, była nagła śmierć kilku osób z jednej rodziny. Najpierw, w czasie pracy w polu, zmarł mężczyzna, który kilka dni wcześniej wrócił z zakupów w sąsiednim miasteczku. Ponieważ śmierć jest nieodłączną towarzyszką życia Afrykanów, nie podejrzewano, że to początek choroby wywoływanej przez wirusa Ebola, która wkrótce stała się postrachem całej Afryki. Nazwa choroby wzięła się od rzeki Ebola w północnej części Demokratycznej Republiki Konga, gdzie w 1976 roku odnotowano pierwsze przypadki zachorowań wywołanych tym wirusem. Z zapisków misjonarek wynika, że zorientowały się, iż dzieje się coś niedobrego, gdy przywieziono pacjenta krwawiącego z oczu, nosa i uszu (inna nazwa tej choroby to gorączka krwotoczna). Kierowane przeczuciem, opartym na solidnej wiedzy medycznej, którą każda z nich miała jako pielęgniarka, zakazały personelowi świeckiemu zbliżać się do chorych z plamami krwotocznymi i same zajęły się ich pielęgnowaniem. Choroba rozwijała się. Szpital, który służył 400 chorym, z dnia na dzień musiał przyjąć ich ponad tysiąc. Sytuacja stawała się krytyczna.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama