Dzisiejszy patron na pierwszy rzut oka jest dla nas więcej niż hermetyczny.
Człowiek wczesnego średniowiecza i ówczesnej mentalności: belgijski potomek rycerskiego rodu, wyedukowany przez benedyktynów, pełniący dyplomatyczne misje z ramienia władcy państwa Franków Karola Młota, a potem Pepina Krótkiego, który obsadził go zresztą jako biskupa Metzu. Ponieważ Chrodegang, bo tak się nazywał ów dworzanin, był wtedy osobą świecką, musiał oczywiście przyjąć wszystkie święcenia w trybie pilnym. Po swojej konsekracji, łącząc w swoich rękach władzę duchową z polityczną, pośredniczył między papieżem Stefanem II a władcami Franków, co ostatecznie sprawiło, że możemy dziś mówić o Francji, jako najstarszej córce Kościoła. Sojusz tronu i ołtarza, z wydatną pomocą św. Chrodeganga z Metzu, na długie wieki stał się zatem faktem. Oczywiście, to co stało się podwaliną dla Christianitas – średniowiecznej wspólnoty duchowo-politycznej – z czasem przybrało niepokojący obrót, ale to już zupełnie inna historia, której św. Chrodegang, biskup Metzu, nie mógł przewidzieć nawet w najśmielszych swoich snach, gdy umierał 6 marca 766 roku. On zatrzymał się na tylko, albo aż, na marzeniu o jedności, czemu miało służyć wprowadzenie na terenie państwa Franków łacińskiej liturgii i śpiewu gregoriańskiego oraz pomysł, by wszyscy duchowni nie będący mnichami żyli wspólnie, tworząc wokół kościołów wspólnoty kanoników poddanych regule życia św. Benedykta.