- Chrześcijanin nigdy nie jest tylko słuchaczem. Prawdziwy uczeń Chrystusa staje się świadkiem. A świadek staje się misjonarzem - przypomniał bp Grzegorz Suchodolski podczas popołudniowego nabożeństwa na piekarskim wzgórzu.
Popołudniowemu nabożeństwu majowemu na piekarskiej kalwarii przewodniczył bp Grzegorz Suchodolski, biskup pomocniczy diecezji siedleckiej. Skierował on do zgromadzonych swoje słowo, w którym nawiązał do hasła tegorocznej pielgrzymki oraz trwającego roku duszpasterskiego. - Chrześcijanin nigdy nie jest tylko słuchaczem. Prawdziwy uczeń Chrystusa staje się świadkiem. A świadek staje się misjonarzem - przypomniał bp Grzegorz.
W homilii przywołał wyjątkowe postaci - błogosławionych 13 mężczyzn - męczenników z Pratulina. - Był rok 1874. Polska była pod zaborami. Tereny diecezji podlaskiej (dzisiaj siedleckiej) od samego początku pod zaborem rosyjskim. Po powstaniu styczniowym car nasilił prześladowania Kościoła katolickiego. W 1867 roku skasował łacińską diecezję podlaską, a wiernych unitów obrządku wschodniego na siłę przymuszał do przyjęcia prawosławia. Wobec niepokornych stosował siłę i przemoc. Na polskich ziemiach zaboru rosyjskiego rozpoczął się wieloletni okres prześladowania. Najbardziej cierpieli unici, a więc katolicy obrządku wschodniego pozostający w pełnej jedności z Papieżem - wyjaśnił biskup. - 24 stycznia 1874 roku 13 z nich - z niewielkiej parafii Pratulin leżącej nad Bugiem, tuż obok dzisiejszej Białorusi, za wiarę i jedność z Kościołem Katolickim oddało swoje życie. Byli to mężczyźni w wieku od 19 do 50 lat - kawalerowie, mężowie i ojcowie rodzin - błogosławiony Wincenty Lewoniuk i jego 12 towarzyszy w męczeństwie - opowiedział.
Bp Suchodolski wskazał, że błogosławieni „nie byli ludźmi wielkich stanowisk. Byli ojcami rodzin, rolnikami, ludźmi ciężkiej pracy. A jednak okazali się gigantami ducha. Pokazali, że prawdziwa siła mężczyzny nie polega na dominacji, ale na wierności”. Wymienił także pięć wymiarów jedności, których uczą męczennicy z Pratulina - z papieżem, biskupem, proboszczem, jedność małżeństwa i rodziny oraz jedność serca. - Męczennicy z Pratulina ginęli dlatego, że nie chcieli zerwać więzi z Rzymem. Władza carska chciała im powiedzieć: „Możecie wierzyć po swojemu, ale bez Papieża”. Oni odpowiedzieli: „Nie ma Kościoła Chrystusowego bez jedności z Piotrem”. To bardzo aktualne także dziś. W świecie pełnym chaosu, ideologii i duchowego zamętu wielu ludzi chce chrześcijaństwa bez Kościoła, Ewangelii bez wymagań, wiary bez posłuszeństwa - wskazał biskup. - Jedność z Papieżem nie jest kwestią politycznych sympatii ani medialnych opinii. Jest znakiem, że chcemy iść razem drogą Kościoła. Bracia, Kościół potrzebuje dziś mężczyzn, którzy nie będą rozsiewać pogardy, agresji i podziałów, ale będą budować jedność - dodał.
Opisując wartość jedności z biskupem bp Suchodolski wskazał, że „Dzisiaj łatwo krytykować Kościół z dystansu. Łatwo komentować, oceniać, oskarżać. Ale odpowiedzialny mężczyzna pyta najpierw: Co ja mogę zrobić dla Kościoła? Potrzeba mężczyzn, którzy modlą się za swoich biskupów. Którzy rozumieją, że pasterz także niesie ciężar odpowiedzialności, zmagań i samotności”. Nawiązując z kolei do jedności z proboszczem powiedział, że wiara żyje w konkretnej wspólnocie. - Dzisiaj także potrzeba mężczyzn obecnych w parafii. Nie tylko od wielkich uroczystości. Potrzeba mężczyzn, którzy pomagają tworzyć wspólnotę modlitwy, odpowiedzialności i służby. Parafia nie może być „stacją usług religijnych”. Ma być rodziną rodzin - mówił bp Suchodolski.
Przywołując potrzebę jedności w małżeństwie i rodzinie kaznodzieja wskazał, że „dzisiaj rodzina jest miejscem wielkiej walki duchowej. Świat proponuje relacje bez trwałości, miłość bez odpowiedzialności, wolność bez wierności. A przecież mężczyzna naprawdę silny to nie ten, który ucieka od zobowiązań, ale ten, który potrafi być wierny”. - Bracia, nie bójcie się czułości wobec swoich żon. Nie bójcie się modlitwy z dziećmi. Nie bójcie się mówić o wierze w domu. Dom potrzebuje obecności ojca. Nie tylko finansowej. Duchowej. Dzieci bardziej słuchają świadectwa niż kazań - przekonywał.
W ostatnim wymiarze - jedności serca - biskup pomocniczy diecezji siedleckiej wymienił, że „współczesny mężczyzna bardzo potrzebuje ciszy serca”. - Potrzebuje Eucharystii, spowiedzi, adoracji. Potrzebuje na nowo odkryć, że największe bitwy rozgrywają się nie na zewnątrz, ale w sercu człowieka. Jedność serca oznacza życie bez podwójności. Oznacza zgodność między tym, co pokazuję światu, a tym, kim jestem przed Bogiem. Tylko człowiek wewnętrznie zjednoczony może być prawdziwym uczniem i misjonarzem - powiedział.
Na zakończenie zachęcił mężczyzn do tego, aby prosić Piekarską Maryję o łaskę stania się prawdziwym uczniem i misjonarzem. - Piekary Śląskie od pokoleń są miejscem, gdzie mężczyźni uczą się odpowiedzialności. Tutaj wielu odzyskiwało siłę ducha. Tutaj wielu wracało do Boga. Maryja nie szuka ludzi idealnych. Szuka ludzi wiernych - zauważył. I dodał: - Błogosławieni Męczennicy z Pratulina pokazują nam, że świętość jest możliwa także dla zwyczajnych mężczyzn. Dla ojców rodzin. Dla ludzi pracy. Dla tych, którzy każdego dnia zmagają się o dobro swoich bliskich.
Abp Przybylski na zakończenie pielgrzymki mężczyzn - 31.05.2026Po nabożeństwie odbyła się procesja, w trakcie której przeniesiono wizerunek Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej do piekarskiej bazyliki. Tam odśpiewano dziękczynne Te Deum i oficjalnie zakończono tegoroczną pielgrzymkę stanową mężczyzn i młodzieńców. Na zakończenie głos zabrał także abp Andrzej Przybylski, który podziękował wszystkim za ich obecność oraz zachęcił do tego, aby każdy odwiedzał piekarskie sanktuarium nie tylko z okazji pielgrzymek stanowych.