107,6 FM

Cuda na porodówce

O żonie Dorocie, dwóch bibliach i pokorze z dr. Przemysławem Binkiewiczem

Barbara Gruszka-Zych: Moja znajoma przyszła do Pana Doktora zrozpaczona, że jest w nieplanowanej ciąży z trzecim dzieckiem. A Pan jej na to: „Ja mam ich ośmioro”. To ją postawiło do pionu.

Przemysław Binkiewicz: Przykład własnej rodziny jest dobry, bo uświadamia pacjentce, że trudno martwić się drugim czy trzecim dzieckiem w starciu z taką gromadką, jaką mam, i w połączeniu z wykonywanym przeze mnie zawodem.

Planujecie kolejne dziecko?

Jesteśmy zawsze otwarci na życie. Mamy trzech synów i pięć córek. I jeszcze dwoje dzieci mamy w niebie. Najstarsza córka za kilka dni kończy 21 lat, najmłodsza ma 3 latka. Dzieci to wielki dar Pana Boga. Każde z nich wnosi w nasze życie jakąś wyjątkową wartość.

Ich wyjątkowość to też problemy.

Im są starsze, tym bardziej widzimy, jakim ogromnym wyzwaniem jest rodzicielstwo. Na początku uważaliśmy się za superrodziców, a teraz widzimy, jacy jesteśmy słabi. Kiedy byłem młodym lekarzem, pracowałem jak niewolnik, żeby zarobić na utrzymanie rodziny. Nie pamiętam nawet dzieciństwa najstarszych dzieci. Z czasem zrozumiałem, że moją siłą jest właśnie rodzina. Kiedy wszyscy domownicy dobrze funkcjonują, satysfakcja jest tak wielka, że człowiek dobrze odpoczywa w domu. Gdy pojawiają się kłopoty, wtedy prawdziwa praca ma miejsce właśnie tam. Musiałem się nauczyć, że dom nie jest z definicji miejscem odpoczynku, bo niekiedy pojawiają się tam większe wyzwania niż w życiu zawodowym. Kiedy to zrozumiałem, stałem się bardziej pomocnym mężem i lepszym ojcem.

Panuje stereotyp, że rodzina wielodzietna uniemożliwia rodzicom karierę.

Mama lub tata musi poświęcić się wyłącznie dzieciom. Przecież jeśliby oboje rodzice ośmiorga dzieci chcieli robić karierę, to nie będzie ich stać na osiem opiekunek dla swoich pociech.

W Pana rodzinie poświęciła się żona?

Imię mojej żony – Dorota – oznacza „dar Boży”. Ona jest moim największym darem. Wybrała karierę mamy, choć bardzo lubiła swój zawód położnej, no i rachunkowość i zarządzanie, które ukończyła z tytułem magistra. Teraz jest naszym menedżerem domowym, a bycie położną pomaga jej być mamą i „lekarzem rodzinnym”. Pan Bóg stawia jednego człowieka obok drugiego, żeby pomagał mu zmieniać życie. Ona powoli, ale skutecznie, zbliżała mnie do Niego.

Często się modlicie?

Wspólnie z dziećmi modlimy się wieczorem na różańcu. To się zaczęło, od kiedy po powrocie z Medjugorie ponad 15 lat temu zacząłem odmawiać codziennie Koronkę Pokoju. Jestem przekonany, że Maryja pomogła przemieniać naszą rodzinę. Któregoś wieczoru siedzieliśmy przed telewizorem i żona powiedziała: „Zamiast oglądać film, odmówmy Różaniec”. To był luty 4 lata temu. Na kolanach wszyscy odmówiliśmy cały Różaniec. Po kilku miesiącach oddaliśmy telewizor i zamiast się w niego gapić, zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Razem staramy się pamiętać o „Aniele Pańskim”, Godzinie Miłosierdzia.

Na Pana biurku leży Biblia. Przyznaje się Pan w pracy do wiary?

Po prostu z niej korzystam, więc po co ją kryć? A pod nią leży biblia naprotechnologii – podręcznik prof. Thomasa Hilgersa.

Od trzech lat zajmuje się Pan naprotechnologią.

Przez tę drugą część terminu – „technologia” – to nietrafiona w Polsce nazwa, która wydaje się bardziej zrozumiała dla Amerykanów z powodu ich mentalności. Naprotechnologię nazywam więc dobrą medycyną. To zbiór metod diagnostycznych, leczenia zachowawczego i chirurgicznego, stosowanego od dawna w medycynie, który został wybrany do naprawienia płodności. Przez diagnostykę hormonalną, dokładną obserwację cyklu, leczenie zachowawcze jesteśmy w stanie przywracać do normy różne zaburzenia płodności. Kiedy trzeba, sięgam też po nowoczesne endoskopowe metody chirurgiczne. Najczęściej powodem kobiecej niepłodności jest endometrioza, czyli obecności błony śluzowej macicy poza jej jamą. Usuwamy chirurgicznie ogniska tej choroby, zrosty, mięśniaki, naprawiamy jajowody o ograniczonej drożności. Wszystko to wykonujemy z ogromną troską o płodność – stosując profilaktykę przeciwzrostową, zapobiegając najmniejszemu krwawieniu, które może wywołać zrosty. Te metody były skuteczne już w latach 60., 70., tylko potem nastała era in vitro.

Która metoda jest droższa?

Naprotechnologia jest tania i skuteczna. A poza tym pacjentka leczona takimi metodami jest zdrowa i może zajść w kolejną ciążę, czego nie gwarantuje nieefektywna metoda in vitro.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama