Częstym obrazem powracającym w baśniach jest szlachetna walka dobra ze złem. Dobro reprezentuje najczęściej nieskazitelny rycerz na białym koniu, a zło szkaradny smok.
Częstym obrazem powracającym w baśniach jest szlachetna walka dobra ze złem. Dobro reprezentuje najczęściej nieskazitelny rycerz na białym koniu, a zło szkaradny smok. Smok obowiązkowo w tych zmaganiach ginie, a rycerz zdobywa królestwo, które było dotychczas przez owego potwora terroryzowane. Nie wolno również zapomnieć o królewnie, która zniewolona dotychczas przez diabelskiego gada, rzuca się wybawcy na szyję. Tyle bajki, bo w życiu zwykle najgorsze kreatury, zamiast zamieszkiwać dalekie krainy, kryją się w cieniu naszego własnego serca. Wiedział o tym doskonale dzisiejszy patron, św. Antoni Wielki, który pełen wiary w moc Chrystusa wyszedł w III wieku na pustynię w Środkowym Egipcie, by zmierzyć się z tym, co czaiło się w jego sercu. A w pustynnej ciszy, pozbawione wszelkiego schronienia, udręczone głodem, wszystkie pokusy i słabości św. Antoniego Wielkiego zostały zmuszone, by wyjść z ukrycia i zaatakować. I tak oto grota, w której całe lata mieszkał, stała się areną największej duchowej bitwy tego pustelnika, bitwy, którą wygrał, bo wziął ze sobą oręż – Słowo Boże. I choć od najbliższych ludzkich siedzib dzieliły go kilometry, to echo owego zwycięstwa rozeszło się daleko po świecie i przyciągnęło do niego, na pustynię, rzesze uczniów liczonych w tysiącach i skupionych we wspólnotach zwanych laurami. I to otoczony tymi żywymi laurami 17 stycznia 356 roku św. Antoni Wielki odszedł odebrać swoją największą nagrodę – tę czekającą na niego w niebie.